Tragiczny wypadek na Pomorzu. Gdy on ratował rannych, świadkowie nagrywali wszystko telefonem. Wstrząsająca relacja uczestnika wypadku.

Joanna
ponad rok temu
Tragiczny wypadek na Pomorzu. Gdy on ratował rannych, świadkowie nagrywali wszystko telefonem. Wstrząsająca relacja uczestnika wypadku.
FB Udostępnij na Facebooku
7-ego maja doszło do makabrycznego wypadku, w wyniku którego życie straciło dwoje ludzi, a kolejne cztery zostały ranne. Ratownik medyczny, który sam był uczestnikiem wypadku postanowił zdradzić szczegóły zdarzenia.
W czwartek, w miejscowości Bydlino (województwo pomorskie) na drodze krajowej nr. 21 między Ustką a Słupskiem doszło do makabrycznego wypadku, w którym uczestniczyły aż cztery pojazdy! Przebieg tego okropnego zdarzenia postanowił zrelacjonować kierowca karetki w rozmowie z ''Dziennikiem bałtyckim''. 
Dariusz Ardanowski, ratownik z Bus-Med Ustka postanowił wszystko opowiedzieć po to, by ta historia była przestrogą dla innych, by ludzie tak nie jeździli. 

Samochód wyprzedzał na górce.

Jak relacjonuje mężczyzna - zza górki wyłonił się samochód osobowy marki audi, który był w trakcie wyprzedzania. Niestety nie zdążył zareagować i uderzył w jadącą cysternę z paliwem. Po chwili osobówka była już w powietrzu i leciała w stronę karetki. W tym momencie pan Dariusz postanowił skręcić do rowu. Jak dodaje - 

To nas chyba uratowało. Tył audi, urwany od reszty pojazdu uderzył w stronę, po której siedział mój kolega, drugi z ratowników


Po chwili w tył karetki uderzył motocyklista. 
 

 
Kierowca ambulansu miał uraz nogi i klatki piersiowej, lecz mimo wszystko o własnych siłach wyszedł z pojazdu i udzielił pomocy swojemu koledze. Poprosił jednego z obserwatorów zdarzenia, by ten porozmawiał z jego dopiero co ocuconym kolegą i nie dopuścił do jego ponownej utraty przytomności. 

Następnie udał się do pacjenta przebywającego w karetce, a po nim od razu do motocyklisty z urazem miednicy. W tym przypadku również pomógł świadek zdarzenia, który zaczął rozmawiać z poszkodowanym.

Jak relacjonuje pan Dariusz - gdy poszedł dalej, stanął przypadkowo na urwanej nodze z butem. 

Kierowca osobówki zmarł.

Pan Dariusz udał się dalej, w kierunku samochodu Audi. Ratownik sprawdził parametry życiowe kierowcy, jednak ten już nie żył. Jak się okazało - jechała z nim druga osoba i to właśnie do niej należała wspomniana wcześniej urwana noga. Wyrzuciło ją aż 40 metrów dalej. Mężczyzna stwierdził u niej uraz mózgowo-czaszkowy i również brak oznak życia. 

Ratownik wrócił do karetki i zaczął pomagać żywym. Gdy służby ratunkowe przybyły na miejsce - on opadał z sił.
Kolega z pracy pana Dariusza doznał poważnego złamania ud i w szpitalu trwała walka o jego życie. Do szpitali trafił również motocyklista i pacjent przebywający w karetce. 

Mężczyzna zwrócił uwagę na jeszcze jedno - żałosne zachowanie świadków wypadku. Zamiast pomóc rannym, jedyne co robili to nagrywali telefonami całe zdarzenie -
 

Trzech panów tylko podeszło. Reszta nic. Żenada. Dobrze, że żyjemy, że pacjent żyje, że motocyklista. 


Prokuratura ze Słupska prowadzi aktualnie postępowanie w tej sprawie. Zaplanowana jest sekcja zwłok ofiar, jak i również powołanie biegłych, których zadaniem będzie sprawdzenie stanu pojazdów biorących udział w wypadku. 
 
Źródło: o2.pl | Fotografie: gp24.pl 

Zobacz także:

1. Nastolatek zachował się jak bohater. Uratował życie 15 miesięcznego chłopca.
2. Byli razem przez 73 lata! Zmarli w odstępie sześciu godzin!
3. Zwłoki noworodka na wysypisku śmieci. Prawdopodobnie ktoś go zamordował.
Udostępnij na Facebooku