Higiena kobiet w czasie wojny. Najgorszej było w czasie miesiączki

Michał
6 miesięcy temu
Higiena kobiet w czasie wojny. Najgorszej było w czasie miesiączki
FB Udostępnij na Facebooku
W czasie II wojny światowej każdy dzień życia był związany z utrudnieniami codziennego funkcjonowania. Skupiając się na kobietach, dla których wygląd jak to dla każdej kobiety jest bardzo ważny,a w tym okresie był praktycznie niewykonalny. Pomimo wojny wiele z pań pragnęły zachować pozory kobiecej czystości starając się dbać o higienę. Jak to wyglądało?

Wszy to codzienność

W książce Anny Herbich "Dziewczyny z powstania" autorka przedstawiła, że w czasie wojny największym problemem dla kobiet była higiena osobista, która ze względu na wiadomą sytuację praktycznie nie istniała.
Kobiety w celu ograniczenia brudu nosiły krótkie włosy, by nie musieć ich często myć. Oczywiście nie brakowało również, takich które nosiły włosy długie. Te zaś w celu ograniczenia panującej wszycy splatały swoje długie włosy w warkocze.
W książce przedstawione jest, że długie włosy były przesiąknięte brudem, kurzem i wszami. Podobno podczas czesania spadały jak okruszki. 
Niektóre kobiety chwytały się wszelkich środków opanowania sytuacji i stworzenia pozorów higieny. W tym celu wiele z nich 
"myły" swoje włosy w proszku, pomimo skutku ubocznego jakim było wypadanie włosów.
Inne wykorzystywały do mycia alkohol sięgając od trunków mało procentowych tj.wino nawet do czystego spirytusu.
 


Co robiono w czasie miesiączki?

Kobiety chwytały się wszelkich sposobów w celu przetrwania tego czasu. Był zakaz używania bandaży i opatrunków do takich celów, uważano że mają cenniejsze zastosowanie i były przeznaczone tylko i wyłącznie dla chorych i rannych.
Część kobiet w wyniku stresu i niedożywienia w ogóle nie dostawały okresu, jednak problem się pojawiał gdy miesiączkowały.
Wówczas kobiety potrzebowały łazienki, w której była woda.
Wiele młodych zwłaszcza pań o wodzie marzyły bardziej niż o jedzeniu! 

Dostawałyśmy jedzenie minimalne, wodnistą ciecz, którą (z przeproszeniem) trochę się piło, a trochę trzeba było do higieny używać po prostu, żeby się troszkę umyć – tak pobyt w obozie pamięta Oberlangen Hanna Maria Malewicz 

Mycie w czasie wojny

Najgorsza sytuacja jak się można domyśleć była w miastach gdzie ludzie myli się w okolicznych fontannach, badź rzekach.
Wraz z długo trwającą wojną sytuacja pogorszyła się. Swoje największe stadium miała w czasie powstania warszawskiego, gdzie dostęp do wody miały tylko ważne osoby, a jej posiadanie było prawdziwym luksusem.
W celu ograniczenia zużycia wody kobiety myły się jedna po drugiej w tej samej zlewanej wodzie.
Zdarzało się, że w tej samej wodzie myło się nawet kilkanaście kobiet. Codziennie każda z nich były inna w kolejności.

W czasie trwania wojny Generalne Gubernatorstwo wydało specjalny dekret, w którym porównuje się społeczeństwo polskie do rasy murzyńskiej i zabrania się im myć mydłem. Mydło zostaje zastąpiony przydziałem piasku na każdą osobę.
Oto fragment tego degretu:

Polacy muszą ubierać się według mody środkowoafrykańskiej Murzynów… Ludności polskiej zabrania się… Myć mydłem, które zastąpione będzie przydziałem 50 gramów piasku na osobę miesięcznie.

Oczywiście stanowiło to trochę satyrę, ale w rzeczywistości wydawany "sypki piasek" był połączeniem czegoś zbliżonego do proszku i piasku jako część do ścierania brudu.

Smród na ulicach

Wraz z brakiem dostatecznej higieny wiązał się ostry charakterystyczny zapach, wręcz smród. W czasie powstania warszawskiego w sierpniu i wrześniu na ulicach leżało setki trupów, które poprzez upalne lato rozkładały szczątki ofiar uwalniając nie wyobrażalny nam dzisiaj smród ciał. Wiele osób padało przechodząc obok leżących trupów. 
W szpitalach było jeszcze gorzej. Lekarze i pielęgniarki byli bezradni nie dostateczna higiena oraz brak środków powodowało rozprzestrzenianie się różnych zaraz i bakterii między ludźmi. Nie było czym dezynfekować ran umierających pacjentów.
Dziś nie jesteśmy nawet sobie w stanie wyobrazić, jakie to musiało być piekło.

​Źródło: popularne.pl

 

Udostępnij na Facebooku