Dzieci strażaka zginęły w pożarze, a on w tym czasie był na fałszywym wezwaniu!

Małgorzata
2 miesięcy temu
Dzieci strażaka zginęły w pożarze, a on w tym czasie był na fałszywym wezwaniu!
FB Udostępnij na Facebooku
Strażacy codziennie są wzywani do różnych akcji, w których poświęcają swoje życie, aby ratować innych. W tym czasie ich dzieci zostają albo z mamami albo w placówkach całodobowej opieki. Tak było w przypadku dzieci Luthera Jamesa, który podczas służby w straży zostawił dzieci w placówce w Erie.
W placówce całodobowej opieki w Erie niespodziewanie wybuchł pożar. W ogniu śmierć poniosło pięcioro dzieci w tym dwie córki i syn strażaka Jamesa. Mężczyzna w tym samym czasie ze swoją jednostką został oddelegowany do... fałszywego wezwania. Teraz na jaw wychodzą nowe fakty. Dzieci, które zginęły miały od ośmiu miesięcy do do ośmiu lat. 


Jak donoszą media strażak nie wiedział o tym, co dzieje się w miejscu, w którym zostawił ukochane dzieci. W tym samym czasie Jones był na wezwaniu. Dopiero, gdy jego jednostka dotarła na miejsce okazało się, że było ono fałszywe. 

"Jesteśmy wstrząśnięci tragicznym pożarem w Erie. Dodatkowo głęboko poruszył nas fakt, że tragedia ta dotknęła jednego z naszych członków" - tuż po tragedii na Facebooku ochotniczej straży pojawił się wpis. 


"Moje dzieci odeszły. Bolesna jest dla mnie myśl, że walczyły i cierpiały w ogniu. W każdej minucie odczuwam ten sam ból" - powiedziała w rozmowie z lokalną stacją Shevona Overton, matka córek i syna Luthera Jonesa oraz czwartego dziecka, które również poniosło śmierć w pożarze. 


Mieszkająca po sąsiedzku Danika Scott wyznała w rozmowie z lokalnymi mediami, że ogień rozprzestrzeniał się w zastraszającym tempie. Okazuje się, że w placówce przebywało osiem osób. Najstarszym dzieciom - 15-latkowi i 12-latkowi udało się uciec przez dach. Elaine Harris, która opiekowała się dziećmi trafiła do szpitala z poważnymi poparzeniami. Nie udało się uratować piątki najmłodszych dzieci. 

Według strażaków pożarowi udałoby się zapobiec, gdyby budynek był wyposażony w odpowiednią ilość czujników dymu, a na stanie znajdowała się tylko jedna czujka. Dodatkowo strażacy przybyli na miejsce później z powodu fałszywego wezwania. W przeciwnym razie istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzieci udałoby się uratować. 




źródło: tvn24.pl  I  fotografie: tvn24.pl
Udostępnij na Facebooku