Lekarze byli pewni, że dziewczynka ma grypę jelitową. Później okazało się, że dziecko miało sepsę piorunującą. 2-latka zmarła.

Małgorzata
ponad rok temu
Lekarze byli pewni, że dziewczynka ma grypę jelitową. Później okazało się, że dziecko miało sepsę piorunującą. 2-latka zmarła.
FB Udostępnij na Facebooku
To straszne, jak szybko sepsa piorunująca potrafi się rozwinąć w ciele 2-letniego dziecka. Małą Wiktorię z Brodnicy bardzo bolał brzuszek i dodatkowo miała wysoką temperaturę. Lekarz rodzinny, do którego z dzieckiem poszli rodzice stwierdził, że to grypa jelitowa. Na drugi dzień rodzice musieli z samego rana zadzwonić po pogotowie. W szpitalu rozpoczęła się walka o małą Wiktorię.
Pani Kinga i pan Damian są razem od 7 lat. Są szczęśliwą parą, a dopełnieniem ich szczęścia i miłości było pojawienie się na świecie ukochanej i wyczekiwanej córeczki. Dwa lata temu zostali rodzicami Wiktorii, która była uśmiechniętym i pełnym energii dzieckiem. Para otwarcie mówi, że długo starali się o pociechę, więc gdy w końcu się udało byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. 

Gdy 2 września dziewczynka zaczęła się skarżyć na ból brzuszka i do tego miała gorączkę, mama postanowiła iść z nią do lekarza rodzinnego. Lekarka po badaniu stwierdziła, że córka pani Kingi ma grypę jelitową. 


Lekarka zaleciła kąpiel na zbicie temperatury i krótki spacer. Następnego dnia kobieta miała zrobić 2-latce zlecone badania. 

"-Zbadałam dziecko. Nie tak, że zajrzałam w gardełko i stwierdziłam, że to jelitówka. Zbadałam dziecko. Było osłuchane, był sprawdzony brzuszek, objawy oponowe. Wszystko. Nie było żadnych cech jakiejkolwiek ciężkiej choroby. Natomiast takich dzieci, które gorączkują, czy przychodzą z gorączką, jest przecież full." - powiedziała lekarka, która badała Wiktorię. Nie przewidywała, że następnego dnia rozegra się prawdziwa tragedia.. 


Około piątej godziny nad ranem córeczka złapała panią Kingę za rękę. Dziewczynka była lodowata! Później dziewczynka zsiniała. Od razu wezwano pogotowie ratunkowe. Ratownicy czym prędzej przewieźli 2-latkę do szpitala, gdzie lekarka na Izbie Przyjęć od razu powiedziała, że maleńka Wiktoria ma sepsę. Lekarze zamknęli drzwi i rozpoczęli walkę o życie dziecka. 
 
3 września o godz. 7:15 lekarze stwierdzili zgon Wiktorii. Jako przyczynę śmierci wpisali sepsę piorunującą, która rozwinęła się w związku z infekcją meningokową, która jest przenoszona przez bakterię drogą kropelkową. 

Rodziców najbardziej zastanawia to, dlaczego ratownicy nie zadzwonili do szpitala i nie poinformowali medyków na Izbie Przyjęć o tym, że jadą z małą dziewczynką, u której podejrzewają sepsę. 


Rodzice są też oburzeni tym, jak długo przyszło im czekać na karetkę pogotowia. Pierwszy raz na telefon alarmowy zadzwonili około godz. 5:23, a szpital w Brodnicy został o tym powiadomiony dopiero o 5:35. Każda ta minuta mogła sprawić, że Wiktorię udałoby się uratować. 

- Rodzice zgłosili zdarzenie do dyspozytorni w Toruniu o 5:34. Nam zostało to przekazane do Brodnicy o 5:35. Zespół ratowniczy wyruszył o godz. 5:36. W miejscu zamieszkania zespół pojawił się o 5:39. W ciągu 13 minut już było przekazane lekarzom i podjęte zostały badania medyczne - powiedział Dariusz Szczepański, dyrektor ZOZ w Brodnicy.


Szpital w Brodnicy skierował sprawę do Prokuratury, aby wyjaśnić jak dokładnie doszło do śmierci Wiktorii. Lekarze podkreślają, że tego nieszczęścia można było uniknąć gdyby rodzice zdecydowali się zaszczepić córkę na szczepienie przeciw meningokokom. 



źródło: polsatnews.pl  I  fotografie: polsatnews.pl
Udostępnij na Facebooku