Antoś zmarł po porodzie. Jego życie "kosztowało" 20 złoty!

Magdalena
2 miesięcy temu
Antoś zmarł po porodzie. Jego życie
FB Udostępnij na Facebooku
Moment narodzin to cud dla rodziców. Na świecie pojawia się ich wyczekiwany, wymarzony potomek. Niestety, zdarzają się też przykre sytuacje. Tragedia pani Marleny i jej męża - Tomasza - to wynik podejścia personelu do tego porodu.
Antoś przez cały okres ciąży był zdrowym, silnym chłopcem. Pani Marlena postanowiła urodzić w szpitalu, w którym sama pracuje. Pierwsze badania ktg potwierdziły zdrowy stan chłopca. Problemy zaczęły się, gdy podano oksytocynę - hormon wywołujący skurcze. Kobieta dostała bardzo silnych skurczy, poprosiła o znieczulenie. Został podany gaz, który wcale nie ulżył w bólach. Na sali porodowej obecna była tylko położna. "Kilkukrotnie prosiliśmy o znieczulenie i cesarskie cięcie. Mama czuje, jeżeli coś się dzieje złego z dzieckiem. Krzyczeliśmy, żeby zadzwonili po lekarza, bo wiedzieliśmy, że Marlena nie da rady urodzić naturalnie. Położna zwracała nam uwagę, że mamy jej nie pouczać, bo ona ma 20 lat stażu i jeśli coś się nam nie podoba, to możemy wyjść z sali – dodaje Tomasz Borysowski, tata chłopca."


Podczas trzeciej fazy skurczy tętno dziecka spadło ze 120 na 70, alarmowanie maszyny dało się słyszeć na całej sali. Położna zignorowała ten fakt, odłączając sprzęt. Po 30 minutach, bez kontroli tętna dziecka, z wielkim trudem na świecie pojawił się Antoś. "Położna rzuciła go na mnie. Gdybym go nie złapała, to by spadł. Był cały siny. Myśleliśmy, że jest to chwilowe. Powiedziałam: „Mój synku kochany”, a położna odpowiedziała: „Teraz mój synku kochany? Widzisz, co narobiłaś? Mówiłam, żebyś bardziej rozszerzyła nogi i zaczęła przeć”. Dopiero po paru minutach, jedna z pań przywróciła mu akcję serduszka. Mały nigdy nie zapłakał. Nigdy nie usłyszeliśmy jego głosu" - rodzice chłopca mają tylko takie wspomnienia z porodówki. Położna za śmierć chłopca od samego początku obwiniała jego matkę! " Kiedy synkowi próbowali przywrócić czynności życiowe, położna w końcu usiadła do dokumentacji i z uśmiechem zaczęła mówić, że jutro przyjeżdżają do niej goście, są imieniny męża, a ona nie miała kiedy upiec ciast, bo musi siedzieć w pracy. Kiedy walczono o życie mojego synka, ona miała problem z imieninami męża – płacze mama Antosia."


Antoś od momentu porodu przebywał w respiratorze, został przewieziony do szpitala w Warszawie. Chłopczyk łapał rodziców za palce, odczuwał dotyk, poruszał malutkimi stópkami i to dało im nadzieję. Nadzieję, która wraz z  synkiem zmarła po 13 dniach. 
Zalecenia  Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego wyraźnie opisują, aby po podaniu oksytocyny stale monitorować dziecko zapisem ktg.


Dokumentacja medyczna dotarła do rodziców dopiero po tygodniu. Pani Marlena odkryła, że jeden z jej podpisów został sfałszowany. Na dokumencie mają znajdować się informacje,że to pani Marlena odmówiła ktg, co prawdą nie jest. Dodatkowo widnieje tam informacja o stanie tętna dziecka 5 minut przed porodem. Skąd taka informacja jeśli ktg nie było podłączone?
W sprawie zabrał głos dyrektor szpitala - "Powołana została komisja w składzie pięcioosobowym, bada sprawę i ocenia sposób postępowania w trakcie całej akcji porodowej. Szpital nie komentuje tego, co się wydarzyło w trakcie porodu."


"Badanie KTG trwające kilka godzin, może kosztować jeżeli chodzi o taśmę, 15 – 20 zł. Czyli tak naprawdę, los tego dziecka oparł się o 20 zł. A podkreślam, było to dziecko urodzone bez wad wrodzonych i w pełni zdolne do życia. – przyznaje dr Ryszard Frankowicz ze Stowarzyszenia Obrony Praw Pacjenta."
Wierzymy że sprawa zostanie wyjaśniona, i pomimo że nie zwróci to życia Antosiowi, sprawiedliwość zwycięży.


źródło: uwaga.tvn.pl | fotografie: poprostupomagam.pl
Udostępnij na Facebooku